Mój pierwszy spacer po Australijskim buszu – opis, przebieg, wrażenia

Znane jest stwierdzenie, że sosny potrafią przetrwać nawet w najcięższych warunkach. Chcesz zobaczyć jak wygląda Sosna po ponad 35 godzinach w drodze? Właśnie tak:

Sosna w trasie, Australia

Sydney przywitało nas Słońcem i duchotą. Świeża bryza była miłą odmianą po tylu godzinach przebywania w zamkniętych pomieszczeniach. 8-godzinna przesiadka w Rzymie ze zwiedzaniem miasta, potem kilka godzin lotu do Abu Dhabi i przesiadka do Airbusa na kolejne 14 godzin – to wszystko plus wino wypite na pokładzie, przyczyniło się do zawrotu głowy i okropnego jet laga. Chociaż po wylądowaniu nie było z nami znowu tak źle, to po całym dniu nie było z nas co zbierać.

W mieście spędziliśmy dosłownie chwilę, tyle ile potrzeba żeby wyjechać z aglomeracji. Naszym głównym celem nie było Sydney tylko Wollongong – malownicza miejscowość położona między Mount Kembla a wybrzeżem Illawara. Jest to trzecie co do wielkości miasto w Nowej Południowej Walii, liczące niespełna 300 tysięcy mieszkańców. To tutaj wychował się nasz Kuzyn i to tutaj mieliśmy mieć metę przez następne kilkanaście dni.

Po drodze do domu zrobiliśmy kilka przystanków w celu podziwiania okolicy. Jeśli kiedykolwiek miałeś okazję zmierzyć się z jet lagiem w zupełnie egzotycznej okolicy, to zapewne wiesz jak się wtedy czułam. Umysł zaczadzony, onieśmielony różnorodnością i odmiennością tutejszej przyrody chciał chłonąć jak najwięcej, a nie potrafił.

Dodatkowo skołowany przez lewostronny ruch samochodowy sprawiał, że wciskałam nieistniejący hamulec przed wjazdem na każde rondo. Kilka razy wsiadając do ogromnego Isuzu, omyłkowo zdarzyło mi się podejść do drzwi kierowcy, co nieustannie rozśmieszało mojego kuzyna, z którego naśmiewałam się w Polsce z tego samego powodu.

Specjalnie zboczyliśmy z autostrady, żeby przejechać przez Royal National Park i nieco „liznąć” jutrzejszego tematu trekkingu. Wąwozy widoczne z trasy chowały się jeszcze za poranną mgłą. Wszędzie widać było wysokie na kilkanaście metrów eukaliptusy, a zapach unoszący się w powietrzu był zniewalający. Nie dziwię się, że koale tak łatwo odpływają po zjedzeniu jego liści.

Droga przez Royal National Park, New South Wales, Australia
Widok na Hacking River, Royal National Park, Australia

Po wyjechaniu z rezerwatu, zatrzymaliśmy się na wzgórzu Stanwell Tops Lookout, żeby wpaść w kolejny zachwyt w naszym nudnym dotychczas życiu. Równiutko przystrzyżona trawa i spokojne fale oceanu w kontraście z dzikim buszem który widniał na wzniesieniach. Słońce, lekka bryza i przepaść przede mną. Uczucie wolności i dopiero zaczynającego się urlopowego odpoczynku. To wszystko jest mi dobrze znane, to coś do czego dążę i o czym marzę siedząc przy biurku 8 godzin dziennie. To wszystko kocham całym sercem.

Tuż za wzgórzami widocznymi na zdjęciu znajduje się Sea Cliff Bridge znany głównie automaniakom, jako tło do licznych reklam pojazdów produkcji nie tylko azjatyckiej.  To ogromny wiadukt znajdujący się tuż przy samym klifie, trudny do uchwycenia podczas przejazdu.

Widok na Stanwell Beach, Stanwell Tops, Australia
Sea Cliff Bridge, New South Wales, Australia
Sea Cliff Bridge, źródło: http://stefannydiaries.blogspot.com/

Po prawie 2 godzinach jazdy z małymi przystankami dotarliśmy na miejsce. Rozpakowanie najpotrzebniejszych rzeczy zajęło nam chwilkę i już była 11. Ten dzień miał byc chwilą relaksu przed czekającymi nas wyzwaniami i przygodami. Zjedliśmy tradycyjne danie Pork with Crackling, czyli po naszemu pieczona wieprzowina z chrupiącą skórką. Do tego puree z batatów i młode brokuły. Wszystko popite miejscowym piwkiem (sprzedawane w butelkach lub puszkach 375ml) umieszczonych oczywiście w chłodzących kapturkach, co również jest tu bardzo popularnym zwyczajem.

Co do prezentów które ze sobą przemyciliśmy. Każdy pasażer może w bagażu rejestrowanym przewieźć 2 litry alkoholu, kary za łamanie prawa w Australii są bardzo wysokie (dotyczy to również przepisów drogowych), za przewóz powyżej normy grozi kara w wysokości 500AUD czyli około 1400zł. Jednak lepiej wykorzystać ten limit, ponieważ alkohol wysokoprocentowy na miejscu jest bardzo drogi; 0,7L wódki to wydatek około 50-60 AUD czyli aż 140-170zł. Piwo również nie należy do najtańszych; 375ml w miarę dobrego piwa to około 4-6 AUD (11-17zł), w knajpie w Sydney nawet 12 AUD (33zł). Jeśli chcesz się wyluzować na wakacjach życia tak jak my, lepiej przyleć przygotowanym.

Wieczór upłynął nam na wspominaniu ubiegłorocznej wspólnej podróży do Gdańska i Zakopanego, oglądaniu polskiego wesela i tańczeniu w deszczu. Już dawno przekroczyliśmy granicę zmęczenia, o której cieżko jest zmrużyć oczy, a te wszystkie emocje związane z nadchodzącą przygodą nie pozwoliły nam zasnąć do 2.

Prezenty dla gospodarza
Tradycyjny obiad

Pobudka o 8 na wakacjach nie należy do najprzyjemniejszych przeżyć, jednak gdybym wiedziała co dzisiaj zobaczę wstałabym jeszcze wcześniej. Głowa pękała mi od jet laga i kaca, a myśl o spędzeniu całego dnia w 35 stopniowym upale przeraziłaby niejednego. Na szczęście ratunek przyszedł w odpowiednim momencie.

Roger przygotował nam typowe australijskie śniadanie z grilla, czyli jakieś 20 000kcal na talerzu. Tak, śniadanie z grilla. Podobno Australijczycy wszystko grillują. Na takie tradycyjne śniadanie składają się:

  • Jajko sadzone
  • Plastry bekonu
  • Grillowany ser haloumi
  • Hash browns – czyli miejscowe odpowiedniki placków ziemniaczanym
  • Kiełbaska
  • Połówka pomidora
  • Tost z masłem
  • Biała fasola w sosie pomidorowym

Serio… po zjedzeniu myślałam że dostanę zawału, ale dzielnie wszystko wsunęłam. Po 2 dobach na plastikowym żarciu samolotowym, to był moment w którym zatęskniłam za warzywami.

Grillujący Australijczyk
Tradycyjne power śniadanie

Po śniadaniu szybki wyjazd i już byliśmy z powrotem w Royal National Park. Dzisiejszy bushwalk miał mieć około 14 kilometrów i zaczynał się w Otford Lookout.

Trasa trekkingu wiodła między licznymi punktami widokowymi. Pacyfik był dziś bardzo spokojny, powietrze jakby stało w miejscu, co z jednej strony nie strącało nam czapek z głów, ale z drugiej sprawiało że spacer pod górkę w takim upale był nie lada wyzwaniem. Mokrzy od wysiłku, zmęczeni po podróży minęlismy pierwszy punkt widokowy Werrong Lookout, z którego widać było plaże Werrong i Nudist Beach.

Ścieżka wiodła początkowo stromo w górę, między połaciami paproci. Wysokie na 15-25m drzewa eukaliptusa stale rzucały cień, a liczne formacje skalne tworzyły korytarze do przejścia, a niekiedy schody. Po ponad kilometrze droga zrobiła się płaska, a spacer nie wymagał już tak dużego wysiłku jak w początkowej fazie.

Sosna w trasie, Otford Lookout, Royal National Park
The Cliff Track, Royal Coastal Walk
Paprocie, The Cliff Track
Formacja skalna, Garrawarra Ridge Trail
Garrawarra Ridge Trail
Werrong Lookout, Coast Track

Otoczenie co chwilę ulegało zmianie. Z mocno zalesionych lasów eukaliptusowych, z paprotkowym poszyciem przechodziło płynnie w zarośla brzegowe, przypominające trochę nasze suche nadbałtyckie krzewy pokrywające klify. Dodaj do tego subtropikalny las deszczowy, wysokie klify z piaskowca, piaszczyste plaże, wallaby (małych rozmiarów gatunek kangurów zamieszkujący tamte okolice), orły i brak ludzi. To właśnie opisuje nasz spacer trasą The Royal Coastal Walk.

Zanim dotarliśmy na plażę Burning Palms Beach, która miała byc naszym głównym celem, musieliśmy przejść przez dżunglę palmową (Palm Jungle). Ten widok zupełnie mi wcześniej nieznany sprawił, że dopiero poczułam tą ogromną odmienność od naszego klimatu.

Gum tree, Coast Track
Subtropikalny las deszczowy, Coast Track
Formacje skalne, Coast Track
Gum tree, Coast Track
Palm Jungle, Coast Track
Palm Jungle, Coast Track
Coast Track
Palm Jungle, Coast Track
Coast Track
Coast Track
Palm Jungle
Palm Jungle

Po wyjściu z dżungli wyszliśmy na otwartą przestrzeń, kierując się metalową ścieżką pośród śpiewających cykad w stronę nabrzeża. Można stąd podziwiać dzikie lasy porastające wzgórza oraz błękit oceanu uderzającego o ostro zakończone klify. Na końcu ścieżki czekała na nas plaża Burning Palms Beach.

Miała byc to nasza finalna destynacja, po której osiągnięciu czekał nas powrót. Jednak postanowiliśmy pójść dalej w stronę Figure 8 Pools, gdzie nawet Roger jeszcze nie miał okazji być. Żadne z nas nie żałowało potem nadrobienia tych 2 kilometrów. Widoki jak z Marsa. Przed wejściem na szlak do naturalnych basenów należy jednak sprawdzić godzinę przypływu. Jesli ogranicza nas czas do nadejścia fali, lepiej odpuścić spacer i nie ryzykować.

Klify wcześniej widoczne z góry można tu zobaczyc z bliska, dzięki półkom skalnym na których wiedzie szlak. Po drodze należy uważać na śliskie skały, małe kraby pod nogami i siłę Oceanu wyrzucającego wodę „na pokład”. Interwencje pogotowia ratunkowego są tu bardzo częstym zjawiskiem, lepiej nie prowokować losu.

Na końcu trasy czekają baseny naturalnie wyżłobione w skale, w których można zażyć orzeźwiającej kąpieli. Piekne, mieniące się kolorami otwory z naturalnie filtrowaną wodą, ozdobione drobnym koralowcem i roślinnością oceaniczną.

Coast Track
Coast Track
Coast Track
Burning Palms Beach
Burning Palm Beach
Szlak do Figure 8 Pools
Szlak do Figure 8 Pools
Szlak do Figure 8 Pools
Szlak do Figure 8 Pools
Figure 8 Pools
Figure 8 Pools
Figure 8 Pools
Figure 8 Pools

Chwila odpoczynku i czas znów ruszać w trasę. Czekał nas jeszcze powrót do Otford Lookout, gdzie zostawiliśmy furę. Część trasy przeszliśmy z górki do samego wybrzeża, co oznaczało, że teraz czeka nas trasa w górę. Był to najcięższy moment do przejścia na całym wyjeździe. Dlaczego? A no dlatego, że szliśmy prawie 2 kilometry na otwartej przestrzeni w pełnym Słońcu, w środku dnia, w środku lata, w Australii.

Po drodze Roger zasypywał mnie informacjami o okolicy. Najciekawsze były dla mnie domy mieszkalne w rezerwacie. Mieszczą się one w kompletnym odludziu, nie da się do nich dojechać samochodem, jedynie dojść szlakiem. Właściciele posesji nie mogą ich sprzedać, występuje tu jedynie prawo dziedziczenia. Domki wyglądają na bardzo stare i zaniedbane, ponieważ każda ingerencja w oryginalny kształt i powierzchnię jest niedopuszczana przez prawo. Co ciekawe to większość z nich jest zamieszkała, co bardzo dziwi przy braku możliwości zainstalowania jakichkolwiek technologii, poza termą wodną.

Po wejściu na kolejne wzgórze, które przyprawiało dosłownie o udar słoneczny, doczekaliśmy się wypłaszczenia trasy. Powrót był bardzo szybki, mimo że zmęczenie po podróży i trekkingu dawało nam się we znaki. Chłodny prysznic po powrocie i pyszny burger były najlepszą nagrodą za wytrwałość.

To była tylko część The Royal Coastal Walk, jednak wierzę że jest to jedno z ciekawszych miejsc na trekking w Australii. Poźniejsze przygody pokazały nam, że były to najlepsze miejsca które dało nam było zobaczyć podczas całego wyjazdu. Roger, dziękuję.

Coast Track
Coast Track
Coast Track
Burning Palms Beach
Sosna w trasie, Garrawarra Ridge Trail

O czym trzeba pamiętać przed wyjściem na trekking?

  1. Przede wszystkim odpowiednie nawodnienie – bez tego nie przetrwasz całego dnia w takim upale (szczególnie przylatując z Polski w której było -10 C). My mieliśmy plecaki Camelbak, które pożyczył nam kuzyn, a stały się nieodłączną częścią każdego wyjścia do buszu.
  2. Balsam do opalania SPF 50+ – i nie, nie żartuję. Tak czy siak wróciłam cała zjarana na heban, a skóra schodzi mi płatami tylko w miejscach które przez nieuwagę ominęłam
  3. Nakrycie głowy i okulary przeciwsłoneczne – koniecznie! Jeśli boisz się nieopalonych śladów po oksach, to punkt 2. i czapka z daszkiem zrobią robotę
  4. Wygodne oddychające buty i wysokie skarpety – tu chyba dużo mówić nie trzeba, ale przyczepię się do skarpet. Grasujące kleszcze i liczne krzuny moga zrobić niemałe kuku. Lepiej mieć wysokie skary i wyglądać jak cebulak, niż nie wyjść na kolejny trip z powodu obrażeń.
  5. Prowiant – pamietaj że wychodzisz na cały dzień, przy wysiłku fizycznym głód szybko dopada. Przestrzegam jednak, że najlepiej zjeść kanapkę, banana czy energobatona przy dłuższym postoju. Nie dostaniesz kolki i możesz walczyć dalej.
  6. Dzięki za uwagę!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s