Łaskawe Ateny

Ostatni rok był czasem intensywnym, pełnym życiowych zmian i nowych doświadczeń. Przez pół roku życie dało mi w kość, żeby później dobra karma wróciła. Był to też rok w którym odbyłam 7 zagranicznych podróży, poleciałam trochę dalej poza Europę i odwiedziłam 2 kontynenty. Tych wspomnień nikt mi nie zabierze i choć przeszłością żyć się nie powinno, ja cały czas wspominam te lazurowe wybrzeża Sardynii, dziki australijski busz, wenecki wschód Słońca, imprezę na dachu nowojorskiego wieżowca czy wielkie kufle piwa w Ogrodzie Angielskim Monachium, aż nie mogę doczekać się co przyniesie kolejny rok.

A jaki jest plan? W lipcu skąpałam się w Słońcu Aten, do końca roku już nigdzie nie polecę, zbierając fundusze na tajską przygodę w marcu. Mimo wszystko nie siedziałam w miejscu. Polska ma bardzo dużo do zaoferowania. W lipcu odwiedziłam nadmorski Kołobrzeg, pierwszy raz uczestnicząc w Sunrise Festival. Kolejne na tapecie było Beach Party w Węgorzewie, a we wrześniu planuję krótki wypad do Kątów Rybackich. W międzyczasie eksploruję piękną, niezdobytą Suwalszczyznę z racji pochodzenia mojej drugiej połówki.  

Wracając do upalnych Aten. Ten wyjazd to była odpowiedź na pytanie „Dlaczego nie wyjeżdżać w ciepłe miejsca w szczycie sezonu?”, ale o tym za chwilę.

Jak dostałam sie do Aten? Koleżanka z pracy szukała kogoś do tłumaczenia z języka angielskiego na polski podczas konferencji, umowa 2 dni pracy 2 dni relaksu w pełni mi odpowiadała, a i szef nie miał nic przeciwko, żebym pojechała. Okazało się jednak, że potrzebnych jest dwóch tłumaczy, więc zaproponowałam wyjazd siostrze. Nie musiałam dwa razy powtarzać

Niecałe 3 tygodnie później siedziałyśmy już w  Ryanairze w drodze do stolicy Grecji. Widok z samolotu był oszałamiający. Słońce odbijało się od białych budynków i wyglądało jak wielkie pole z kwiatami. Przez cały lot miałam widok na całą trasę, pogoda sprzyjała i żadne chmury nie przeszkadzały w obserwacji.

Widok na Ateny

Kierowca stał z plakietką firmy na lotnisku, czekając żeby zawieźć nas do królestwa w którym miałyśmy mieszkać przez najbliższe 4 dni, czyli Divani Caravel Hotel. Podróż służbowa zawsze rózni się od naszych wypadów, przede wszystkim tym, że nasze wyjazdy są budżetowe, a firma musi zapewnić odpowiedni poziom i klasę. W tym 5 –gwiazdkowych hotelu od wejścia byłyśmy traktowane jak księżniczki, nie mające prawa dotknąć swoich walizek, a tym bardziej wnieść ich po schodach, aż do momentu wylądowania w pokoju.

Odnośnie samego hotelu: obsługa na plus, żarcie spoko, basen na dachu zajebisty. No ale przecież nie po to tu przyjechałyśmy żeby leżeć nad basenem. Szybka przebiórka i ruszyłyśmy na obiad do pobliskiej tawerny i dostałyśmy tyle jedzenia, że do końca dnia nie musiałyśmy się o nic martwić. Szaszłyki, pity z halloumi, sałatka grecka, sosy, frytki, a za oknem ponad 30 stopni, więc nieodłącznym składnikiem posiłku były miejscowe piwka Mamos i Alfa.

Divani Caravel Hotel, Athens
Grecka uczta, Athens
Sosna z piwkiem, Athens

Na ten dzień nie planowałyśmy dużo zwiedzania, bardziej relaks i odpoczynek. Pojechałyśmy więc na plażę i choć podróż zajęła godzinę, to było warto. Najcięższe było znalezienie biletu do komunikacji. Starsza pani mimo wielu chęci nie potrafiła nam po grecku wyjaśnić gdzie mamy iść, ale za to pokazała którym autobusem jechać i poczęstowała nas swoim rozczulającym uśmiechem. Okrążyłysmy cały skwerek, ostatecznie kupując bilety w kiosku. Przed wyjazdem naczytałam się że nie można w nich doładować karty, a jednak!

Po ponad godzinie byłyśmy na Glyfada Beach, czyli najbliższej plaży miejskiej. Wstęp bezpłatny, co jest dosyć istotną informacją, ponieważ za wstęp na większość plaż na wschodnim wybrzeżu należy zapłacić. Zejście do wody po żwirze było ciężkim przeżyciem bez butów, liczne kamyczki wbijały się w stopy. Sama woda była wspaniałym orzeźwieniem, a zasolenie pomagało oczyścić zatoki i utrzymać się na wodzie. Taki spokojny dzień pomógł nam się zregenerować i nabrać sił na kolejne.

Ciekawostka jest taka, że do plaży można dojechać zarówno autobusem jak i tramwajem. W okolicy nie ma sklepów więc warto przynieść własny prowiant. Przy wejściu zapytałyśmy pana gdzie można kupić wodę. Zrozumiał tylko woda i pokazał palcem w stronę morza. Okazało sie jednak, że handel obnośny znad Bałtyku praktykowany jest również tutaj i zaraz znalazł się drugi pan który za 5€ sprzedał nam 2 wody i 2 piwka. Tak trzeba żyć.

Glyfada Beach, Athens
Glyfada Beach, Athens
Sosny na Glyfada Beach, Athens

Kolejny dzień postanowiłyśmy zacząć na basenie i o Matulo! Było warto! W 33 stopniach zimna woda była jak marzenie. Basen znajdował się na dachu, a widoki były oszałamiające. Zobaczyłyśmy Akropol zanim on zobaczył nas.

Relaks nad basenem, Divani Caravel Hotel, Athens
Widok z tarasu, Divani Caravel Hotel, Athens
Piwko, Divani Caravel Hotel, Athens

Potem przyszedł czas pracy. Pierwszy raz tłumaczyłam wypowiedzi „na żywca” i przyznaję, nie jest to zadanie łatwe. Słuchać, tłumaczyć, mówić i słuchać kolejnych wypowiedzi w tym samym czasie to ciężka praca, nawet dla kobiety. Na szczęście w 2 osoby nie jest już tak strasznie, a czego nie zrozumiesz lub usłyszysz to wyciągasz z kontekstu

Tak właśnie minęła nam reszta dnia, a wieczorem skoczyłyśmy na spacer po starym mieście – Plaka, część trasy pokonując hulajnogą Hive, po tym jak okazało się że aplikacja działa również tu.

Plaka jest piękna, w pewnych miejscach przepełniona turystami, w innych cicha i spokojna. Trafiłysmy na porę kiedy Akropol był już zamknięty, więc nie planowałyśmy iść w tamtą stronę. Jednak przypadek rządzi tym światem i droga poprowadziła nas tuż pod wzgórze. Po drodze mijałyśmy przepełnione tawerny i śliczne białe domki.  

Stanowisko pracy tłumacza
Plaka, Athens

Plaka, Athens
Plaka, Athens
Wzgórze Akropolu, Athens
Droga na Akropol, Athens
Lokalne domy, Athens
Lokalne domy, Athens
Wąskie ścieżki, Athens
Bujna roślinność, Athens
wejście na Akropol, Athens
Widok spod Akropolu na Ateny

Podczas naszej wycieczki na plażę uznałam, że Ateny to bardzo brzydkie i biedne miasto. Wszędzie widać pozostałości kryzysu: powybijane okna, opuszczone budynki, graffitti, brudne ulice, zaniedbane przystanki i chodniki. Widać brak inwestycji i nowoczesności oraz znamiona kryzysu, jedynie transport publiczny jest bardzo dobrze rozwinięty. Dopiero Plaka zmieniła moje zdanie na temat miasta. Po zmroku nie widać przecież obdrapanych ścian, a zachód słońca potrafi dać niesamowite efekty i upiększyć coś co z pozoru jest szkaradne.

Jedni wolą oglądać to co człowiek stworzył kilka tysięcy lat temu, ja wolę oglądać to co natura stworzyła kilka milionów lat temu. Ateny może nie były miastem, do którego sama chciałam polecieć, szczególnie że nie kręcą mnie metropolie i starożytne ruiny. Może nie jest to miasto piękne. Może nie jest to miasto do którego koniecznie chciałabym wrócić, tak jak do Cagliari. Jednak zauroczyło mnie w ten wieczór i zmieniło moje wyobrażenia o 180 stopni.

Kolację po raz kolejny zjadłyśmy w tavernie, tym razem zamawiając moussakę, tzatziki i sałatkę grecką, do popicia tradycyjne ziołowe ouzo. Po kilkukrotnym wyjeździe do Włoch, myślałam że wszyscy południowcy są tacy sami i że w Grecji nie znajdziemy miłej obsługi. Tymczasem kelner który nas obsługiwał był bardzo miły, nawet nie rzucał talerzami, chociaż to akurat szkoda, bo podobno taka tutaj tradycja. W ogóle wszyscy Grecy byli dla nas niesamowicie mili, traktowali jak swoje i gościli na bogato.

Po uczcie słuchałyśmy ulicznych grajków i upajałyśmy się gorącym wieczorem. Bardzo udany spacer uwieńczyłyśmy przejściem pod Stadion Panateński.

Zappeion, Athens
Stadion Panateński, Athens

Kolejnym dniem niezbyt mogę się podzielić, gdyż był to dzień przepełniony pracą, pokazami nowej kolekcji oraz kolacją biznesową. Uchylę lekko rąbka – Grecy znowu ugościli nas po królewsku.

Ostatni dzień naszej przygody był przeznaczony tylko i wyłącznie na zwiedzanie. Po porannym zamieszaniu ruszyłyśmy w miasto, walcząc z 38 stopniowym upałem. Planu na zwiedzanie Akropolu nie miałyśmy od początku, a wyrzuty sumienia z powodu ignorancji wobec zabytku zostały zażegnane, kiedy okazało się że z powodu zbyt wysokich temperatur wszystkie miejsca do zwiedzania zostały zamknięte. No cóż…

Dlaczego nie chciałam zwiedzić Akropolu? Bilet na samo wzgórze kosztował 20€, łączony z innymi atrakcjami (np. Forum Romanum) już 30€. Po prostu szkoda było mi wydawać tyle pieniędzy na coś, co w żaden sposób mnie nie fascynuje.

Gdzie więc poszłyśmy? Najpierw pod Pomnik Nieznanego Żołnierza, gdzie co godzinę następuje uroczysta zmiana warty. Niestety byłyśmy tam 20 minut po pełnej godzinie, więc zmieniłyśmy kierunek i ruszyłyśmy w stronę zabytków.

Ulice miasta
Parlament Grecki, Athens
Parlament Grecki, Athens
Sosna w Atenach

Wszystkie najważniejsze obiekty znajduję się w niewielkich odległościach co pozwoliło nam maksymalnie przyspieszyć tempo zwiedzania w niesłabnących promieniach Słońca. Pierwsze na co się natknęłysmy to Biblioteka Hadriana i co tu duzo mówić? Pole pełne ruin i kamiennych kolumn o ogromnej wartości historycznej. Osobiście wystarczył mi widok z zewnątrz, ale dla chętnych wstęp do obiektu bez pakietu z Akropolem to koszt 6€.

Biblioteka Hadriana, Athens
Biblioteka Hadriana, Athens
Biblioteka Hadriana, Athens

Jeśli już tu jesteś, to sprawdź dyskretnie czy masz portfel i inne kosztowności nadal na miejscu. Wszędzie aż roi się od naganiaczy próbujących założyć kolorowe bransoletki z muliny na rękę, zapraszających na jakieś wieczorne wydarzenie. Oczywiście płynny Inglisz i szeroki uśmiech. Nigdy nie przyjmuj takich bransoletek, najlepiej nawet nie utrzymuj kontaktu wzrokowego z takimi typami, bo jak Cię wyczują to od razu przystąpią do ataku.

Po 4 kilometrach marszu nadal w 38 stopniach pozwoliłyśmy sobie na krótką przerwę z piwkiem w tle naprzeciwko Agory Ateńskiej, z widokiem na Wzgórze Akropolu. Knajpek jest tu od groma, jednak na nas czekał jeszcze obiad w hotelu, więc odpuściłyśmy posiłek. W tym przypadku równiez nie weszłyśmy zwiedzać zabytków, ze względu na płatny wstęp (jak się później okazało w czasie naszego piwka i tak już wszystko pozamykali), a także z powodu braku czasu.

Jednak jednego nie mogłyśmy sobie odmówić – wejścia w stronę Akropolu, żeby zobaczyć panoramę miasta. Upał dawał się we znaki, a te sto parę metrów w górę wyciskało z człowieka ostatnie poty. Po drodze udało nam się zobaczyć z zewnątrz Forum Rzymskie. Jedyna atrakcja która została tego dnia otwarta to Wzgórze Areopagu. Trzeba jedynie przejść ścieżką wokół Akropolu i pokonać kilka stalowych stopni, żeby dostać się na szczyt, a widok wart wszystkiego. Widać stąd bardzo dobrze Grecką Agorę.

Alfa, Athens
Forum Romanum, Athens
Forum Romanum, Athens
Forum Romanum, Athens
Kościół w drodze na Areopag, Athens
Wejście na Areopag, Athens
Wzgórze Areopagu, Athens
Widok na Ateny

Po zejściu ze skały, poszłyśmy deptakiem w stronę Parlamentu Greckiego, żeby ostatecznie zobaczyć zmianę warty. Po drodze zahaczyłyśmy o Teatr Dionizosa, równiez nieczynny tego dnia oraz o Ogród Narodowy, znajdujący się bezpośrednio przy budynku rządowym. Na Stadion Olimpijski i inne zabytki nie starczyło nam czasu.

Przywitały nas tu palmy i zielone trawniki. Gdzieniegdzie widać było piknikujące rodziny i grupki znajomych. Starsi panowie szukali ulgi w cieniu drzew i my podłączyłyśmy się do tej sielanki. Kilkanaście minut na trawniku w oczekiwaniu na pełną godzinę podładowało nam baterie i dało ulgę zmęczonym już nogom.

Nareszcie nadszedł czas! Stanęłyśmy pod budynkiem i zaczęła się gratka. Strażnicy mieli na sobie tradycyjne stroje w których wykonywali „układ taneczny”, bo ciężko to inaczej nazwać. Zapakowani po uszy w mundury w tych nieludzko piekielnych warunkach, wykonywali powolne wymachy nóg, podkreślając piękne, czarne pompony przytwierdzone do butów. Całość wyglądała dumnie, ale lekko komicznie. Dwóch Polaków stojących tuż obok mnie komentowało co chwilę:

– stary, co tu się odp****ala?!

…i inne takie. Zorientowali się, że ktoś w tłumie może mówić po polsku, dopiero w momencie jak odpowiedziałam na pytanie rzucone w powietrze „Co to k***a za budynek?”. No cóż, kilka lat jeżdżenia po Europie nauczyło mnie, że nasi rodacy są wszędzie i niekoniecznie trzeba głośno wyrażać emocje 🙂

Deptak historyczny, Athens
Teatr Dionizosa, Athens
Teatr Dionizosa, Athens
Łuk Hadriana, Athens
Ogród Narodowy, Athens
Ogród Narodowy, Athens
Zmiana warty, Parlament Grecki, Athens
Sosna w trasie

Przyznam że nawet się cieszyłam że w Atenach było na tyle gorąco, że pozamykali zabytki. Brak ludzi, brak kolejek, dzikich tłumów w okolicy były odświeżające. W pewnych momentach byłyśmy same samiusieńkie posród kamieni. Ateny nie wystawiły mojej cierpliwości na próbę. Dlaczego nie warto wyjeżdżać do ciepłych miejsc w szczycie sezonu? Żeby siostry S. miały jak zwiedzać miasto!

 To bardzo łaskawe podejście do sióstr Sosnowskich, piękna pogoda, spokój i pałac zamiast hotelu sprawiły, że stolicę Grecji zapamiętam bardzo dobrze, a swoją pracę lubię jeszcze bardziej. Co innego Modlin, który przywitał nas 13 stopniami…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s